Historia z Loret de Mar zaczęła się dokładnie tak, jak wiele moich spontanicznych wyjazdów — od telefonu przyjaciółki: „Ej, a może polecimy do Loret de Mar w październiku?”. W sekundę wróciły mi w głowie obrazy tych wszystkich sztampowych „Pamiętników z Wakacji”, które moja babcia oglądała z religijną wręcz regularnością 😄. Moja pierwsza reakcja? „Ojezu, chyba oszalałaś… tam przecież nic nie ma, totalna wiocha!”. Ale jak to ze mną bywa — długo mnie przekonywać nie trzeba. Słońce, plaża, owoce morza? Dobra, próbujmy!
Kiedy zapakowaliśmy walizki i spojrzeliśmy na mapę Costa Brava, nie przypuszczałam, że te kilka dni tak namiesza nie tylko w naszych planach, ale też w sercach. Loret de Mar przywitało nas słońcem, spokojem, życzliwymi ludźmi i paellą tak obłędną, że jeszcze o niej śnię (lokalizacje podrzucę Wam dalej!). Do tego fantastyczna promenada, cudne trasy spacerowe, przepiękna plaża i — wisienka na torcie — ceny, które aż chciało się sprawdzać dwa razy, bo były aż tak niskie. Loret… oficjalnie przepraszam, że oceniłam Cię z góry 😄.
Nasz azyl: Hotel Rosamar & Spa
Zatrzymaliśmy się w Hotelu Rosamar & Spa, który okazał się oazą spokoju po całym dniu wrażeń. Piszę o nim, bo naprawdę mi się podobał, polecam i na pewno tam wrócę. Hotel był przyjazny rodzinom: każdy poranek zaczynaliśmy wspólnym śniadaniem, a wieczorem odpoczywaliśmy w spa lub na balkonach (które są naprawdę spore). Bardzo fajny jest też, basen dla dzieci, zjeżdżalnie i kącik zabaw w środku hotelu.
Uwaga ciekawostka dla mam: do śniadania podawana jest hiszpańska cava (to takie hiszpańskie prosecco) 😄
Loret de Mar oczami dziecka (i rodzica)
Co robić w Loret de Mar
Naprawdę miejscowość ma ogromny potencjał i dużo do zaoferowania. Codziennie wychodziliśmy na plażę – piasek był ciepły, a zejście do wody łagodne, idealne dla naszych dzieci. Spacer promenadą, place zabaw przy samej promenadzie – no raj dla małych i dużych 🙂

To szybko stało się naszą małą, wakacyjną rutyną: lody w lokalnej kafejce, szybkie zakupy w osiedlowym spożywczaku i obowiązkowa poranna kawka w barze tuż przy plaży. To właśnie tam podali mi najlepsze tosty w życiu — serio, do dziś się zastanawiam, co oni do nich dodają. Dzieciaki były zachwycone, my też, więc podrzucam Wam to miejsce z czystym sercem:
Restaurant Il Pomodoro
Kawa, świeżo wyciskane soki, chrupiące tosty — idealne na małą przekąskę, kiedy dzieci nagle zgłodnieją między jednym a drugim zamkiem z piasku.

Wieczorami spacerowaliśmy po miasteczku i kompletnie przez przypadek trafiliśmy do jakiegoś sklepu wielobranżowego… a może mięsnego? Ciężko powiedzieć. Ważne jest to, że okazało się, iż jego właściciel wyczarowuje absolutnie przepyszne wina!
I tak z koleżanką szybko wprowadziłyśmy nowy zwyczaj — zostawiałyśmy mężów z dziećmi i mówiłyśmy tylko: „Idziemy na zakupy do mięsnego, zaraz wracamy!”. Zakupy w mięsnym nabrały zupełnie nowego znaczenia 😂
Dlatego z czystym sumieniem polecam Wam Supermercat Ana Masó — miejsce kompletnie niepozorne, a pełne smakowitych niespodzianek.


Idąc dalej w stronę centrum, nagle znaleźliśmy się na uroczym placu Plaça de l’Església — takim, który wygląda jak stworzony do robienia milionów zdjęć. Tam, między palmami i kolorowymi kamienicami, wyrasta on: Església de Sant Romà. Kościół niby katolicki, a jednak na pierwszy rzut oka w ogóle na taki nie wygląda. Gotyk kataloński miesza się tu z modernistycznymi, bajkowo zdobionymi kopułami, które dobudowano później. Całość sprawia, że masz wrażenie, jakbyś trafiła do małej, barwnej katedry z innego świata.


Castell de Loret
Jednego popołudnia postanowiliśmy porzucić plażowe leżaki i ruszyć na małą wyprawę — taką, która świetnie sprawdzi się z większymi dziećmi, bo trasa nie jest przyjazna dla małych stópek i wózków, prowadzi wzdłuż skalistego wybrzeża aż do Castell de Loret. Schody potrafią wycisnąć z człowieka ostatnią kroplę energii, a u nas hasło „mamo, odpadają mi nogi!” padało co pięć minut.
Ale widoki? Totalnie wynagradzają wszystko. Po drodze mijasz turkusowe zatoczki, fale rozbijające się o skały, punkty widokowe, z których świat wygląda obłędnie. To jedna z tych tras, na których człowiek co chwilę mówi „ostatnie zdjęcie, obiecuję”… i po trzech minutach znowu wyciąga telefon.



Castell de Loret został zbudowany dopiero na początku XX wieku, jako prywatna rezydencja dla bogatego przemysłowca Narcisa Plaji. To bardziej „filmowy zamek z marzeń” niż historyczna twierdza — ale dzięki swojej bajkowej wieży stał się jedną z ikon Loret de Mar.
Widzicie sami — w tym pięknym mieście naprawdę nie da się nudzić! A to jeszcze nie koniec odkryć, bo muszę Wam opowiedzieć o pewnej zupełnie niepozornej restauracji. Mijaliśmy ją codziennie, nawet na nią nie zerkając… aż pewnego wieczoru zapytaliśmy miejscowych: „gdzie tu można zjeść dobrą paellę? ” I tak zaczęła się nasza mała kulinarna historia w restauracji Salero.


To było prawdziwe odkrycie! Jedna z najlepszych paelli, jakie kiedykolwiek jadłam — a czarna paella? Absolutnie mistrzowska!
Statkiem na wycieczkę do Tossa de Mar
Z Loret de Mar wyruszyliśmy statkiem do Tossa de Mar — rejs sam w sobie był sporą atrakcją dla dzieci: wiatr we włosach, morskie mewy towarzyszące nam w locie, a dzieci wypatrywały jaskiń piratów przy lądzie. Po przybyciu do Tossa de Mar zwiedziliśmy jej średniowieczne mury. Bardzo nam się podobało, klimatyczne małe miasteczko 🙂


No i tu muszę wspomnieć o naszym największym kulinarnym odkryciu — a przy okazji spełnieniu mojego małego marzenia: zjedzeniu posiłku w restauracji z gwiazdką Michelin. La Cuina de Can Simon – restauracja z gwiazdką Michelin, gdzie spróbowaliśmy jednej z najsmaczniejszych paelli w życiu.


Chciałabym tam wrócić! To było fantastyczne doświadczenie dla całej rodziny 🙂 Podrzucam Wam mapkę
Barcelona – miejski czar i gaudíowskie cuda
Z Loret de Mar pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Barcelony. Tropiliśmy Gaudiego: odwiedziliśmy kolorowy Park Güell, gdzie mojemu dziecku nie starczało rąk, żeby pokazywać mozaikowe smoki i ławki w fantazyjnych kształtach. Później zanurzyliśmy się w wąskie uliczki gotyckiej dzielnicy i dotarliśmy do majestatycznej Katedry w Barcelonie. Jej ogrom, detale i klimat — robią piorunujące wrażenie.




Mała rada: Barcelona jest piękna, zachwycająca i pełna energii… ale niestety ma też swoją mniej przyjemną stronę. Duża ilość imigrantów na ulicach, bezdomnych. Kieszonkowcy są tam naprawdę obecni na każdym kroku, zwłaszcza w okolicach atrakcji turystycznych. To właśnie stąd biorą się te słynne memy o przypinaniu zegarków i torebek — i choć brzmi to jak żart, ma w sobie sporo prawdy.
Znajomemu skradziono tam zegarek prosto z ręki — tak sprawnie, że nawet tego nie poczuł. W kilku restauracjach kelnerzy prosili nas, żeby plecaki trzymać na kolanach, a telefony mieć zawsze blisko siebie. Dla nas, przyzwyczajonych do dość bezpiecznej Polski, było to naprawdę zaskakujące.
Nie piszę tego, żeby Was przestraszyć — tylko po to, byście byli przygotowani. Barcelona jest absolutnie warta zobaczenia, ale warto zachować czujność i pilnować swoich rzeczy. Moim zdaniem wyjazd dobrym pomysłem jest zwiedzić Barcelonę w dzień i wieczorem wrócić do mniejszej, bezpiecznej miejscowości.
Na koniec…
Ten wyjazd miał być tylko krótką, październikową ucieczką od codzienności i złapaniem ostatnich promieni słońca przed polską zimą. Okazał się jedną z tych podróży, które zostają z człowiekiem na długo — w zdjęciach, w rozmowach przy stole, w głowie dziecka, które do dziś mówi: „Mamo, a pamiętasz tę ławkę w Barcelonie, co wyglądała jak wąż?”.
Costa Brava zaskoczyła nas wszystkim: spokojem, gościnnością, smakami, miejscami, o których wcześniej nawet nie myślałam. Loret de Mar okazało się idealną bazą — na rodzinne plażowanie, na małe i duże odkrycia, na wypady statkiem i na miejskie eskapady do Barcelony. A przede wszystkim: miejscem, gdzie czuliśmy się po prostu dobrze.
Czy wrócimy? Zdecydowanie tak.
Z tym samym entuzjazmem, z jeszcze większym apetytem na paellę i z przekonaniem, że nawet najbardziej niepozorne miejsca potrafią zachwycić najmocniej.
Jeśli więc zastanawiacie się, czy Costa Brava z dziećmi to dobry pomysł — odpowiadam: TAK.
Tak dla spacerów z widokiem na turkus, tak dla tras, na których „odpadają nogi”, tak dla lodów po plaży i zdecydowane tak dla pysznego wina z „mięsnego” ❤️
